Szlak Latarni Morskich Gdańk Hel, Dz. 1

Podróż

Pozałatwiawszy różne sprawy mieszkaniowo-urzędowe, z dnia na dzień wyjechałem w krótkich spodenkach i T-shirt’cie.

szlak latarni morskich początek podróż trekkingowo

Teraz siedzę w bojówkach, kurtce i kapturze. Zimno jak nie wiem, 15 stopni. Postanowiłem jechać Polskim Busem z Wrocka. Koszt – 45 zł, rower bez opłat. Do Wrocławia dostałem się pociągiem Regio – 18,60 bilet + 7 zł za rower! Zgroza! (w porównaniu z cenami autobusu). Ponieważ sam nigdy nie przewoziłem roweru (zawsze był ktoś drugi do pomocy), musiałem przestawić się w inny tryb przy wsiadaniu i wysiadaniu z pociągu. Na szczęście to nie pustynia 🙂 Są ludzie dookoła i ci ludzie chętnie pomagają. Na ławce dworcowej siedzi facet, dłubie słonecznik. Nie wygląda przyjaźnie. Gdy nadjechał pociąg, gość pomógł mi wtaszczyć mojego żubra do przedziału :). W pociągu jadę sam, bo jest późno. Ostatni osobowy do Wrocławia. Różne myśli przychodzą mi do głowy – czy Ludi się odezwie? Do tej pory forum sakwiarskie działało jak należy, trafiałem na zacnych towarzyszy podróży. Odezwała się smsem. OK.

W pociągu zmarzłem, więc od razu założyłem spodnie i kurtkę. We Wrocławiu miałem godzinę do autobusu. Najpierw gorąca czekolada.

Windy na dworcach. W Opolu na stacji zrobili niedawno długie i wygodne windy. Nareszcie. We Wrocławiu też są. Duże ułatwienie dla sakwiarzy.

szlak latarni morskich winda opole dworzec pkp trekkingowo

User comments

Przed wejściem do autokaru trzeba odkręcić pedały i skręcić kierownicę. Mój serwisant za mocno je dokręcił. Chwila zwątpienia, że nie odkręcę, ale owinąłem szmatą klucz i poszło. Zawsze mam problem – który w którą stronę się odkręca :). Do Zakopanego jechała masa ludzi. A tam gdzie ja – nie. Miałem satysfakcję. Nie obyło się bez marudzenia kierowcy, że rower powinien być w pokrowcu i nie powinien go brać. Powtórzył to dwa razy, mimo, że w bagażniku było tyle miejsca, iż zmieściłoby się luzem z 6 takich rowerów. W środku dosiadam się do młodego chłopaka. Mówi do mnie przez „ty”, ale z kulturą, więc OK :). Jest noc. Wkładam korki do uszu i próbuję zasnąć. Autobus pełny jest ludzi, ale akurat obok mnie musi siedzieć para, której po północy zbiera się na głośne śmianie, tak, że ludzie w autobusie zaczynają się budzić. Nawet z korkami nie mogłem zasnąć dopóki nie przestali. Pomijając ten incydent, trochę pospałem i ogólnie lubię Polskiego Busa. Rower przewieziony w stanie idealnym.

Dzień 1

Na dworcu, podczas skręcania i pakowania, podeszło dwóch gości. Jeden – nakręcony Ślązak z Rybnika i drugi – jakiś młodszy, nie ze Śląska. Gadaliśmy dość długo. W zasadzie to gadał cały czas Ślązak Tobiasz, ale pozytywnie :). Mówił, że też jeździł z sakwami po Alpach. Miał dość dużą i ekscentryczną wiedzę o rowerach (14 biegów w piaście 🙂 ). Tobiasz nie miał FB, więc namiar wziąłem sobie jedynie do Konrada. Cieszę się, że ich spotkałem. Tobiasz życzył mi szerokiej drogi i „dobrych ludzi” przede wszystkim. Tak. To szczególnie ważne w podróżach. Mam wrażenie, że większość ludzi jest na ogół przychylna sakwiarzom, czy to w Polsce, czy za granicą. Może skromność rowerzystów, może prostota tej formy podróżowania, a może respekt, uznanie dla takich „wyczynów”? – nie wiem.

szlak latarni morskich gdańsk autobus trekkingowo

W Gdańsku jest 15 stopni i wilgotno. Zacząłem od sprawdzenia, w razie czego, biletów na prom na Hel. Do końca nie było ustalone czy jedziemy na ten Hel, czy płyniemy. Później zacząłem myśleć o śniadaniu i długich skarpetkach (miałem takie do kostek, bo przecież lato, plaża, itd.). Skarpety, mimo wczesnej godziny, znalazły się raz dwa na otwartym straganie.

Zwiedzam. Stary Gdańsk jest piękny, strzelisty gotyk – uwielbiam!

Zrobiłem trochę zdjęć. Uprzejma pani zrobiła mi „sweet-focię” pod posągiem Neptuna.

Szlak Latarni Morskich Gdańk Hel neptun trekkingowo

Przypadkowo nadziałem się na pizzerię, do której za czasów studenckich wracaliśmy z M. będąc dwa razy w Gdańsku. Nadal istnieje :), ale jeszcze zamknięta. Sentymenty, sentymenty, ale bez większych emocji :). Czekają mnie kolejne przygody! W necie sprawdziłem knajpy chińskie, bo uwielbiam chińszczyznę. Najbliższy bar – 5 km – jadę. Jaka piękna ścieżka, a w zasadzie prawdziwa droga rowerowa! Asfalt, zero krawężników!

szlak latarni morskich gdańsk droga rowerowa trekkingowo

O, żeby tak Opole mogło się obyć bez kostek brukowych i krawężników na drogach dla rowerów?

szlak latarni morskich gdańsk czołg trekkingowo

Trochę musiałem poczekać do otwarcia. Chińczyków brak, są Polacy, dziwna atmosferka. Jedzenie takie sobie, drogo, mało mięsa, niesmacznie i w styropianie.

szlak latarni morskich gdańsk bar chiński trekkingowo

Tu z Opolem nie mają się co porównywać. Panie i Panowie! Jak do chińczyka, to tylko w Opolu!  Musiałem jeszcze zagryźć frytkami ze znanej sieciówki.

Windy na dworcu gdańskim nie mieszczą na długość roweru! A w znanej sieciówce fastfoodów, mieszczącej się na stacji nie ma toalety! Schodziłem więc po schodach z obładowanym bicyklem do dworcowej toalety. Roweru pilnowała babcia klozetowa.

OK. Czekam na dziewczyny.


Moje pierwsze wrażenia, jak zobaczyłem na dworcu rowerzystki były bardzo dobre. Fajne dziewczyny, fajne rowery, tylko sakwy trochę słabe :). Montowałem Ali U-locka bo miała nowego i jakoś nie było gdzie go przymocować. Trochę zabawy z tym było. Poszliśmy na kawę i wrapy na dworcu.

szlak latarni morskich gdańsk powitanie trekkingowo

Jeździmy sobie po Gdańsku, gadamy o sporcie ? dziewczyny biegają po 40 km w maratonach ? wow! To sobie pomyślałem, że ich nie dogonię na rowerze. Zrobiliśmy zdjęcie pod neptunem:

Szlak Latarni Morskich Gdańk Hel neptun wspólnie trekkingowo

A później w deszczu szukaliśmy Bazyliki Mariackiej, która okazała się całkiem blisko. Jak już znaleźliśmy, to szukaliśmy wejścia do niej :).  Mam tu napisane: „Ludi lubi deszcz” – hmm… Ludi, lubisz naprawdę? Później była pizza w oczekiwaniu na prom i aby się ogrzać. Co jest z tym Gdańskiem? Kiedy nie przyjeżdżam w lecie – leje.

O! Jeszcze była taka akcja. Stoimy na moście przy Bramie Krowiej (w tej bramie wysłuchaliśmy pięknego koncertu) i trzeba zejść na dół po bilety.

szlak latarni morskich gdańsk zespół uliczny trekkingowo

Schodzę. Dwa ulgowe i jeden cały. Legitymacje. Nie mam. No to wchodzę z powrotem – mam – znowu schodzę. W końcu są bilety. Teraz będzie najprzyjemniejsze.

Szlak Latarni Morskich Gdańk Hel statek trekkingowo

Prom na Hel. Skoczyłem po 3 piwka pszeniczne („Cztery piwka na stół… gdzieś między palcami sennie płynie czas” 🙂 ) Na prom nie chcieli nas wpuść z założonymi sakwami. Trochę się zjeżyłem, bo dużo tego miałem do ściągania, a cały czas padało, dookoła tłum ludzi szturmujących prom. Dobra. Ściągnęliśmy toboły. Siedzimy przy stoliku. Jak tylko prom wypłynął, siup – zawleczki piwek zerwane 🙂 Ale bujało! Ludzie śnięci, Ala w pewnym momencie też poszła się położyć, bo ją zmuliło, a Ludi i ja siedzimy, gadamy, humorek dopisuje, kątem oka spoglądając czy nikt się o browarek nie doczepi. Było super, choćby z tego powodu, że przygoda dopiero się zaczynała.

Pogoda na Helu jak na Wyspach Brytyjskich. Jest połowa lipca, a tu szaro, wietrznie, pochmurno i zimno. Jacyś chłopcy na rowerach ochoczo nas prowadzą do pola namiotowego. W recepcji nie ma nikogo, więc samowolnie się rozbijamy. Decydujemy się, tzn. dostałem propozycję spania w namiocie z dziewczynami (bo ponoć cieplej). Więc nie muszę rozkładać swojego. Zawsze to oszczędność czasu. Namiot okazał się bardzo duży (trójka +). No to jak już namiot rozbity, to jedziem na molo i plażę. A tam obrazy jak z dreszczowców o Sherlocku Holmesie. Szaro, buro i ponuro. Prawie nikogo nie ma. Duże fale, porywisty wiatr?

szlak latarni morskich hel sztorm

Żeby urozmaicić dziewczynom wyprawę, postanowiłem je wtajemniczyć w geocaching. Udajemy się do bunkrów, o których istnieniu byśmy się wówczas nie dowiedzieli, gdyby nie właśnie ta gra terenowa – GC. W środku biegamy po korytarzach w poszukiwaniu skrzynki :). Skrzynka znaleziona. Dziewczynom się podoba – jest git. Zostawione na molo rowery zostały przewrócone przez wiatr. Idziemy na plażę. Kąpania nie ma, ale były fikołki na piachu 🙂

Pole namiotowe. Na polu miło, bo pod prysznicem ciepła woda. Niestety w kiblu męskim, jak to zwykle bywa, śmierdzi okropnie. Idziemy spać. Koniec dnia pierwszego.


Statystyki:

szlak latarni, dz.1 statystyki trekkingowo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *