Spływ kajakowy Wartą – made in Poland

Spływ kajakowy Wartą, czyli o tym jak dostarczyć kobiecie niezapomnianych przeżyć i… „przeżyć”.

 

Rozmawiałem kiedyś z nowopoznanym kolegą w pracy o spływie rzeką Wartą. Ponieważ obydwaj interesowaliśmy się survivalem, szybko znaleźliśmy wspólny język. Mieliśmy marzenie, żeby popłynąć i przeżyć „męską przygodę”. Do trip’u jednak nie doszło, kolega się przeprowadził.

Postanowiłem więc zrealizować dawne plany zabierając na spływ swoją Narzeczoną.

Wybrałem najbardziej malowniczy odcinek rzeki, miejsce, w którym Warta wije się przez teren Załęczańskiego Parku Krajobrazowego koło Wielunia. A park ten z kolei, znałem wcześniej z wycieczek rowerowych. Jest piękny i ciekawy, dlatego szczerze go polecam!

Spływ miał być jednodniowy i stanowić jedynie część atrakcji urlopowych. Do pokonania mieliśmy ok. 40 km. Pomyślałem więc, że nawet jeśli Asia nie będzie miała siły wiosłować, to pomoże nam nurt. W końcu Warta to dość spora rzeka, a nie jakiś „ciek”.

Nocowaliśmy na polu namiotowym w Kamionie. Plan logistyczny zakładał, że rano autem dojeżdżamy do Krzeczowa. Samochód zostawiamy na parkingu przy rzece, a sami pakujemy się z kajakiem do autobusu jadącego do Działoszyna. Stamtąd rozpoczynamy spływ docierając po 38 km z powrotem do Krzeczowa. To jest właśnie największy atut kajaków pneumatycznych. Można je spakować do autobusu, czy pociągu i dotrzeć za niewielkie pieniądze tam, gdzie się chce, bez martwienia się o własny samochód lub busy firm oferujących spływy.

Rankiem jeszcze załatwiliśmy kapok dla Asi, w jakimś gospodarstwie agroturystycznym. Dowcipny gospodarz koniecznie chciał nam wypożyczyć kajak, a nie tylko kapok. Pożyczył jednak sam kapok, a na zapłatę machnął ręką.

Wszystko szło zgodnie z planem. Piękny, słoneczny poranek, autobus o czasie. Nie sądziłem, że pod wieczór będę tak bardzo zmordowany. Nie wziąłem składanego wózka na kajak, bo po co? „Taki kawałek” od autobusu do stanicy… Przeniosę na ramieniu 23 kg. Przeniosłem, ale z trudem.

przystanek Krzeczow trekkingowo.pl

Napompowaliśmy kajak. Dało się doń wygodnie wsiąść z eleganckiej stanicy.

Spływ kajakowy Wartą dzialoszyn pompowanie kajaka trekkingowo.pl

dzialoszyn wodowanie kajaka trekkingowo.pl

dzialoszyn przystan tataraki trekkingowo.pl

Wypłynęliśmy z radością prosto przed siebie. Entuzjazm trwał zaledwie minutę, bo pojawił się znak ostrzegający przed dużym spadkiem, zakaz płynięcia i odgłosy wodospadu. A odnogi bądź przenoski ani widu ani słychu. Z trudem zawróciliśmy. Wyszedłem z powrotem na brzeg szukać drogi do przenoski. Brak. Wszystko pozagradzane siatką. Patrzę na mapę w telefonie. W tym miejscu Warta ma trochę odnóg, więc gdybyśmy w ciemno przedarli się kajakiem w poprzek rzeki, przez gęstwinę chaszczy, to może będzie jakaś inna „droga” do pokonania tego spadku? Była, ale nieprzyjemna – pełno zarośli, śmieci, brudu, wystających drutów – oto warciański szlak kajakowy tuż przy świeżo postawionej, eleganckiej stanicy. Oczywiście zero oznaczeń, jak i skąd płynąć dalej.

dzika przenoska trekkingowo.pl

Moja Asia nigdy nie pływała kajakiem. Nie będę tutaj analizował i opisywał co się działo (mogło dziać) w jej umyśle, gdy już na wstępie pojawiły się takie niebezpieczeństwa. Musiałem poświęcić trochę czasu, aby ją uspokoić i znowu ją przekonać do wypłynięcia, bo przecież kto jak kto, ale ja nie dam rady?! 🙂

dzika przenoska 2 trekkingowo.pl

Tak czy owak, pokonaliśmy próg, przenosząc kajak z drugiej strony rzeki i popłynęliśmy. Nurt do najszybszych nie należał. Szybko zrozumiałem również, że poziom wody jest bardzo niski i będziemy zmuszeni często „szorować” kajakiem po piasku. Zrozumiałem też inną rzecz, która napawała mnie niepokojem – nurt słabiutki, woda niska, a Asia nie miała motywacji do wiosłowania. Nie że dużej – żadnej. A przed nami był do pokonania 38-kilometrowy odcinek rzeki. Mój dmuchawiec, mimo, że profilowany, to jednak dmuchana balia – ciężko się nim porusza, zwłaszcza, gdy podróżują w nim dwie osoby, a wiosłuje tylko jedna. Nie upłynęło 8 km, gdy zacząłem odczuwać silny ból rąk. Śpieszyłem się. Zdawałem sobie sprawę z jaką prędkością się poruszamy oraz jaką trzeba utrzymać średnią by dotrzeć na metę przed nastaniem nocy. Nie mogło być więc mowy o pobłażaniu sobie. Nurt niestety nie wiele mi pomagał. W dodatku co jakiś czas trzeba było wychodzić z kajaka i wypychać go z mielizn.

dzialoszyn most trekkingowo.pl

dzialoszyn pod mostem trekkingowo.pl

dryfowanie trekkingowo.pl

wiosla trekkingowo.pl

Mieliśmy kilka przystanków. Trzeba przyznać, że niektóre miejsca postojowe dla kajakarzy na tym odcinku Warty zostały przygotowane naprawdę ładnie. Poza tym zdjęcia, które umieściłem same mówią za siebie – Załęczański Park Krajobrazowy jest równie piękny z brzegu, jak i kajaka. Do tego to słońce i białe obłoczki na niebie… – poezja!

kajak widok 1 trekkingowo.pl

przystan 1 trekkingowo.pl

przystan 2 trekkingowo.pl

Spływ kajakowy Wartą przystan 3 trekkingowo.pl

Wg mapy na rzece miało być kilka niebezpiecznych miejsc i przenosek. Jedna bezwzględna, z uwagi na silne bystrza. Kojarzyłem te bystrza z noclegów na harcerskim polu namiotowym w lesie koło Kępowizny.

sklep kajak trekkingowo.pl

Nie do końca byłem pewny czy rzeczywiście nie da się tamtędy przepłynąć. Co innego widać z lądu, a co innego z kajaka. A wiadomo, że przepłynąć przez przeszkodę jest zazwyczaj łatwiej, aniżeli przenosić jednostkę po lądzie. Miejsca, gdzie miała być ta przenoska nie wyglądały przyjemnie. Pionowe ściany brzegu, wąska ścieżka. Przyczailiśmy się więc w przybrzeżnych szuwarach, podpływając na tyle blisko „bystrzy”, aby stwierdzić czy da się je pokonać. Gdyby nie znaki ostrzegawcze na mapie, w ogóle bym się nie zastanawiał. Po prostu płynąłbym prosto. Jednak te ostrzeżenia podniosły mi poziom adrenaliny. Ale – raz się żyje, banzai!, hakuna matata!, itd. I spłynęliśmy… Po drodze wszystko filmowałem. Kajak „sunął jak po maśle”. Szkoda, że nie było więcej takich niespodzianek, bo choć przez chwilę tego dnia miałem poczucie, iż kajak rzeczywiście płynie.

Spływ kajakowy Wartą niebezpieczne bystrza trekkingowo.pl

Czas mijał nieubłaganie. Bólu rąk już nie czułem. Wiosłowałem jak przy odprawianiu mantry. Po pewnym czasie, czy to na rowerze, czy kajaku, wpada się w rodzaj transu. Kilometry lecą, mięśnie pracują, a człowiek pogrążony w myślach, snuje jakieś analizy, coś rozkminia w głowie… Pamiętam np. jazdę rowerem po górach Albanii, gdy „odpływałem” myślami, układając sobie w głowie różne myśli po angielsku.

wiosla 2 trekkingowo.pl

kajak widok 3 trekkingowo.pl

Spływ kajakowy Wartą kajak widok 4 trekkingowo.pl

czapla siwa trekkingowo.pl

kajak widok 5 trekkingowo.pl

Mieliśmy jeszcze jeden bezwzględny próg, ale tutaj wszelkie znaki na niebie i na ziemi mówiły nam, że trzeba już będzie przenieść kajak, bo różnica spadku jest zbyt duża.

jaz trekkingowo.pl

Słońce zachodziło, a my targaliśmy lądem kajak, obchodząc jaz. Łatwo nie było. Szczególnie dla Asi.

jaz 2 trekkingowo.pl

przenoska druga trekkingowo.pl

posilek jaz trekkingowo.pl

niebezpieczne trekkingowo.pl

niebezpieczne 2 trekkingowo.pl

Gdy dopłynęliśmy do mety (a dopłynęliśmy), było już po godz. 21:00. Mokry kajak składaliśmy w półmroku. Ten model trzeba zawsze wysuszyć po spływie. Mokrego i zimnego składa się bardzo trudno. Byliśmy też przemoczeni, gdyż ciągłe wchodzenie i wychodzenie z takiej dmuchanej jednostki, siłą rzeczy powoduje, że na pokład dostaje się woda, a na tym pokładzie się siedzi. Gdy jest słońce i upał – pal sześć, jednak był już zmrok i powiewało chłodnym powietrzem.

final kajak trekkingowo.pl

Na koniec odwieźliśmy jeszcze kapok. Brama gospodarstwa była zamknięta, brakowało dzwonka, więc odwiesiliśmy sprzęt na bramie, wdzięczni za wypożyczenie.

38km… Uch… moje ręce…

PS Ponieważ Asia bardzo chciała, aby to był spływ na „dwa głosy”, poniżej zamieszczam opis tej przygody z kobiecego punktu widzenia… 🙂

Nie lubię nie mieć wyjścia

Nie lubię nie mieć wyjścia. Zawsze staram się znaleźć jakieś alternatywne rozwiązanie. Nie zawsze jednak się da.  Czasem człowiek postawiony pod ścianą, robi w końcu to, czego się od niego oczekuje. Spodziewacie się pewnie opowieści o czymś strasznym, trudnym, mrożącym krew w żyłach…

Na samym początku musicie wiedzieć jedno: jestem tchórzem. Boję się różnych rzeczy. Jedną z tych, których boję się bardziej jest woda. Lubię siedzieć na brzegu rzeki czy jeziora i słuchać fal. Lubię zapachy i kolory, które wodę otaczają. Lubię wodne krajobrazy, rośliny i zwierzęta. Ale ja na środku rzeki, jeziora… NIEEEEE!  No dobra, statek mógłby wchodzić w grę. Duży, stabilny…jest szansa, że bezpieczny. Ale mały dmuchany kajak??

Nie należę do osób wysportowanych, silnych i rządnych przygód. Kiedy usłyszałam, że jedną z atrakcji urlopowych ma być spływ kajakiem, naiwna, myślałam że potrwa on godzinkę, dwie. To i tak byłoby wyzwanie.  O tym, że spływ trwać będzie CAŁY DZIEŃ w życiu bym nie pomyślała.

No i zaczęło się. Rano wsiedliśmy z kajakiem do autobusu i pojechaliśmy do miejscowości ,z której mieliśmy wyruszyć. Od przystanku do rzeki trzeba było kajak przenieść. Poskładany do rozmiarów biurka, w pokrowcu bez uchwytów, ważył – bagatela – 23 kilogramy.

Piękne słońce, śliczna stanica, ciepło, ptaki śpiewają, Marcin pompuje kajak.  Próbuję sobie wytłumaczyć, że mimo iż nie umiem pływać, nie musi to oznaczać, że pierwsza wywrotka kajaka źle się skończy…

Kajak nadmuchany, spakowany, zwodowany…nogi mi się trzęsą, ale próbuję nie dać po sobie poznać i z gracją wsiąść na pokład…

wodowanie trekkingowo.pl

Wypływamy.  Fajnie kołysze, ale widok otaczającej mnie wody do najprzyjemniejszych jeszcze nie należy. „Przyzwyczaję się zaraz” myślę sobie. Płyniemy. Tuż nad głową pojawił się znak, zakazujący dalszego płynięcia. Dlaczego? Szum wody coraz głośniejszy. Zawracamy!  Trzeba znaleźć  drogę którą można ominąć stopień wodny…

Piękna przyroda, cisza, świeżę powietrze – to niewątpliwe zalety. Było bardzo ciepło więc płynęło się przyjemnie.

kajak widok 6 trekkingowo.pl

czaple trekkingowo.pl

Przystanki pozwalały uspokoić rozkołysane…nerwy. Jednak zamiast towarzyszki spływu odgrywałam raczej rolę – co tu kryć – balastu. Po chwili wiosłowania mięśnie rąk niesfornie piekły. Co jakiś czas próbowałam pomagać Marcinowi w napędzaniu kajaka, ale skutek był marny.

Gdy  w szarości wieczoru dopływaliśmy do celu spływu, mokra i zmarznięta bardzo się cieszyłam. Nie jestem pewna nawet czy bardziej z tego, że „widać ląd, z tego, że kajak się nie przewrócił i nie wpadłam do rzeki, czy z tego że rano nie uciekłam gdzie pieprz rośnie.  Gdy powiedziałam, że teraz zgadzam się na wszystko, nie wiedziałam, że to nie koniec atrakcji tego dnia… 🙂

kolacja po splywie trekkingowo.pl

Widzisz Asia? A mówiłem, że damy radę!

ognisko po splywie trekkingowo.pl

powered by EndomondoWPlogo

15 thoughts on “Spływ kajakowy Wartą – made in Poland

  1. Warta jest ładą rzeką – warto wybrać się tym szlakiem (przedłużonym o Odrę) do Bałtyku – mam za sobą takie doświadczenie…

    1. Jeśli chodzi o spływy, to wymarzyłem sobie syberyjską Lenę. Trochę czytałem na ten temat, min. „Przez Syberię na gapę” Romualda Koperskiego. Odcinek ten przepłynął też później Marcin Gienieczko, a w 2014 r. również trójka studentów – Piotr Rożek, Katarzyna Kosarzycka, Dariusz Dudzik.

      1. No tak, fajne plany – ja niestety nie dysponuje taką ilością czasu aby tam się udać…swego czasu mój nieodżałowany Przyjaciel Jarek Frąckiewicz (6 lat temu został zamordowany na Ukajali) opowiadał mi o Jego „wypadach” na Syberię – możesz popatrzeć na filmik na You tube https://www.youtube.com/watch?v=HEzX9Ug1CY4… co do Leny, to na zorganizowanej przez Koperskiego wyprawie był inny mój Przyjaciel …

        1. Tak, na Ukajali to była tragedia. O małżeństwie słyszałem i czytałem w mediach. Filmik z linku jakiś czas temu widziałem. Wiem, że Gienieczko, gdy płynął Amazonką, miał ze sobą jakiś list „wodza wszystkich wodzów”, który w jakimś stopniu miał zapewnić mu bezpieczeństwo…

  2. Asiu, naprawdę jestem pełen podziwu. Nie jesteś rządna przygód, boisz się wody, a jednak wsiadasz do pompowanego pływadełka. Myślę, że grubo przesadzasz pisząc, że jesteś tchórzem. 🙂
    Marcinie, myślę, że kobieta która tak dzielnie Tobie towarzyszy lepiej by się czuła w kanu. Co prawda do autobusu się nie mieści, ale od kajaka szersze, stabilne, a siedząc na ławeczce zawsze jest się suchym.
    Polecam wam Wartę od Księżych Młynów lub od Uniejowa. Aż do Pyzdr dość czysta woda. Nie tak malowniczo jak na górnej Warcie ale bardzo mało ludzi. Żadnych przenosek, za to codziennie czaple siwe i białe, zimorodki, bywa że i kormorany, nawet czarny bocian się zdarzył. Pływam Wartą od wielu lat, biwaki i ogniska zawsze na dziko, nikt się nie czepia. W tym roku postanowiłem zmienić trasę. Płynęliśmy Grabią, Widawką i kawałek Wartą. Uciążliwie, sporo przenosek, ale Grabia miejscami tak samo piękna jak zatłoczona Drawa czy Brda.

    1. Dziękujemy za polecenia :). Jeśli chodzi o kanu z ławeczkami (czyli tak naprawdę kajako-kanu) i jego stabilność, mam inne doświadczenia – nie wiem czy istnieje coś jeszcze bardziej niestabilnego od takiej hybrydy. Płynęliśmy we trójkę po Budowniczance w bezruchu prawie, a i tak się skąpaliśmy. Te ławeczki w kanu są złe. Indiańskie łodzie były tak stworzone, by klęczeć na ich dnie, a nie siedzieć na ławeczce prawie na wierzchołku burty. Pewnie stąd taka ich wywrotność. Specjalistą nie jestem dlatego tym chętniej posłucham sugestii. Wiem, że kajak którym pływam nigdy się nie wywrócił, nawet na spływie PTTK Nysą Kłodzką, podczas gdy kanadyjka przed nami na bystrzach wywracala się dwukrotnie.

    2. Wiem chyba z czego wynikło nieporozumienie. Ja płynąłem czymś takim:

      kajako-kanu

      A to nie jest prawdziwe kanu, tylko kajako-kanu. Czegoś takiego zdecydowanie nie polecam 🙂

  3. W Księżych Młynach jest próg, przy niskiej wodzie konieczna przenoska. Dlatego polecam Wartę od tego progu w dół . A do Uniejowa jest wygodniejszy dojazd. I można płynąć do Koła ok 32 km, albo dalej na spływ kilkudniowy. Od Koła do Konina łąki i mało drzew- bobry zżarły. Za to dużo ptactwa. Poniżej Pyzdr piekne Lasy Czeszewskie, choć woda wyraźnie brudniejsza.
    Ja preferuję spływy tygodniowe, i staram siꔂszanować trasę”- około 20 km dziennie. Na brzegu też są ciekawe rzeczy : kościół w Dobrowie, ruiny zamku poniżej Koła, klasztor w Lądzie, starorzecza i łąki, ujście krystalicznie czystej maleńkiej Lutyni, ogromne dęby w okolicy Kotowa i Rogalina, pałac w Rogalinie itp.
    Minusem Warty jest brak cienia, rzeka szeroka i odkryte brzegi. Dlatego pływam najczęściej w sierpniu. Ale i w sierpniu trafiliśmy kiedyś na straszny upał i wtedy płynęliśmy po zachodzie słońca. Niesamowite wrażenia płynąć przy księżycu. Przy niskim stanie wody zdarza sie nam nocować tuż nad brzegiem, na łachach piasku, 30 cm nad poziomem wody ( wierzę, że zapora w Jeziorsku nie pęknie i nas nagle nie zmyje)
    Wodniakiem jestem”od zawsze”- pierwszy raz rodzice zabrali mnie na wyprawę gdy miałem roczek.Pływałem różnymi pływadełkami i najbardziej odpowiada mi jednak kanu. Może ktoś nie wierzyć, ale jeszcze nie miałem wywrotki. Zdarzyło mi sie raz wypaść z kanu i dwa razy z kajaka- bo zamiast w środku siadam często na tyle kajaka, żeby lepiej móc ogladać rybki w wodzie. Na własne potrzeby zbudowałem kilka lat temu kanu składane, 505 cm długie i 94 cm szerokie. Trudno się tym wywrócić, przeważnie płyniemy w dwójkę ale w zeszłym roku byliśmy w trzy osoby, ja i moje dorastajace córki + cały bagaż. Na Drawie w trójkę mogłoby być trudniej, ale na Warcie bezproblemowo. Dla mnie wielkie plusy kanu to ładowność, małe zanurzenie a także to, że na płytkiej, nawet bystrej wodzie mogę w trzy sekundy wysiąść w biegu i zatrzymać łódkę co w kajaku jest niemożliwe.
    Znalazłem fajny filmik na którym widać jak się manewruje kanu i co znaczy dobra załogantka :



    Odnośnie Warty to mogę przysłać na maila trochę zdjęć jak wyglada ta rzeka na odcinku Księże Młyny – Nowe Miasto.

    1. Wspaniałe opisy tras i przyrody! Naprawdę! Podoba mi się zwłaszcza zwrot: „i staram siꔂszanować trasę”” :). Nie wiedziałem, że mam do czynienia z ekspertem w tematyce kanu. Znajomy kiedyś mi opowiadał o tygodniowych spływach kanu, które organizowali sobie sami w kilka rodzin. Pamiętam, że chwalił właśnie możliwość szybkiego wrzucenia i wyciągania beczek ze sprzętem albo wożenia ogromnego kociołka do wspólnego gotowania nad ogniskiem. Ten filmik, który zalinkowałeś jest warty obejrzenia. Jestem pod wrażeniem tego, po jakiej wodzie można sprawnie pływać indiańską łodzią, a jeszcze bardziej – z jaką prędkością. Zwróciłem uwagę, że kobieta sterująca na dziobie nie siedzi na ławeczce… 🙂
      Co do upałów – wiem coś na ten temat po spływie Baryczą. Nawet nad chłodną wodą można dostać udaru od nadmiernego słońca. Zalew Jeziorsko i Uniejów znam z dawnych, corocznych przejazdów autem w drodze do Babci na wieś :). Muszę pomyśleć o tej Warcie jeszcze…

  4. Czytałem relację ze spływu Baryczą. Zapewniam, że na Warcie dużo łatwiej o biwak i ciekawiej. Mimo monotonii pewnych odcinków Warta nie przypomina nigdzie rowu melioracyjnego. Żeglowna jest dopiero od Konina. Kiedyś barki pływały aż do Burzenina , po wybudowaniu Jeziorska rzeka zdziczała, rozmyła ostrogi i opaski, miejscami zrobiła się bardzo płytka- latem dosłownie do kolan. Jeśli w Jeziorsku nie ma zakwitu wody to w Uniejowie Warta miewa ponad metr przejrzystości.
    Przyjrzyj się uważnie jeszcze raz filmikowi- kobieta w kanu raz siedzi, a raz klęczy. Na bystrzu lepiej uklęknąć i zaprzeć sie kolanami, żeby nie wypaść z podskakującej łodzi. Ja po Kwisie nie pływam, więc zawsze siedzę, a czasem wstaję przepychajac się przez trzciny- właśnie tak wypadłem. Kanu na rzekę powinno być płaskodenne i zupełnie pozbawione kilu. Wtedy jet stabilne i bardzo zwrotne. Poczucie niestabilności może wynikać z tego, że się siedzi wyżej i bardziej odczuwa się kołysanie, ale to kwestia przyzwyczajenia. Od kołysania do wywrotki daleko…
    Na filmiku bardzo dobrze widać jak kobieta wykonuje manewr naciagania dziobu- wiosłuje jakby w bok. Manewr na rzece bardzo przydatny. Na kajaku nie do wykonania, gdyż siedzi sie dalej od dziobu a poza tym wiele kajaków ma kil ułatwiajacy płynięcie prosto a utrudniajacy skręty. W tym roku byłem na Brdzie, Zbrzycy i Chocinie , kajaki z wypożyczalni. Z początku nie mogłem się przyzwyczaić , w kanu jedno machnięcie wiosłem i łódka skręca a w kajaku potrzeba pięć machnięć.

    Prześlę Tobie kilka maili ze zdjęciami znad Warty, myslę że to najlepsza zachęta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *