Przygotowania do wyprawy „Rowerem przez krainę lodu i ognia. Islandia 2017”.

Do tej wyprawy musiałem się przygotować w zasadzie od nowa. Ekwipunek dotychczasowy na „ciepłe kraje” trzeba było wymienić. To oznaczało znowu wydatki na sprzęt turystyczny. Kupiłem m.in. gruby śpiwór syntetyczny z komfortem spania do -10 stopni. Pomyślałem sobie – nawet jeśli tylko czasem w lipcu temperatura na Islandii spada w nocy poniżej zera – nie będę ryzykował i później się męczył. Nie planowałem też kupna nowej torby na kierownicę, ale ta którą mam, nie jest wodoodporna. Kupiłem więc rzekomo najlepszą – a jaka będzie, to się okaże. Musiałem też kupić odzież z jednej strony wodoodporną a z drugiej – przepuszczającą parę od wewnątrz. Wreszcie dużo wydaliśmy z Markiem na żywność liofilizowaną. W zasadzie mamy tego tyle, że moglibyśmy nic nie kupować na wyspie. Bilety na samolot nie były bardzo drogie, ale okazało się w inny dzień, że można było kupić jeszcze taniej. Wizzair szaleje z cenami. Warto sprawdzać codziennie ceny lotów i czekać na super okazję. I ceny wcale nie rosną wraz z częstotliwością odświeżania strony z konkretnym lotem. To mit! Ceny zależą jedynie od „widzimisię” przewoźnika, czy jak kto woli – strategii marketingowej i aktualnych promocji. A tych nie brakowało w ostatnich miesiącach. Praktycznie co tydzień były jakieś loty w „promocyjnych cenach”. Oszczędzałem. Zrezygnowałem nawet z chodzenia na siłownię w tym celu. Mimo tego łatwo nie było – co miesiąc jakieś niespodziewane wydatki.

Niemniej jednak, wszystko wskazuje na to, że 5 lipca polecimy z Markiem, z którym rok temu przejechałem Kaukaz i który okazał się sprawdzonym i niezawodnym towarzyszem podróży. Z trasy „fullwypas” musieliśmy zrezygnować, gdyż szybko zrozumieliśmy, że w 22 dni nie przejedziemy 3000 km w warunkach islandzkich. W związku z tym Marek przygotował trasę „minimum” opiewającą na 2200 km. Siłą rzeczy wiele atrakcji nam umknie, ale nie można mieć wszystkiego.

Zaplanowana trasa przedstawia się następująco:

A czy ją pokonamy, to się jeszcze okaże :). Zgodnie z założeniami przemieszczać się będziemy oczywiście wyłącznie siłą własnych mięśni, bez wsparcia samochodowego. Ślad GPS będzie przez nas rejestrowany. Każdy z nas wiezie na rowerze bagaż o wadze ok. 35 kg, w tym 15 kg samego liofilizowanego jedzenia. Dziennie pokonywane dystanse będą się wahać od 40 do 140 km. Omijamy pensjonaty i pola namiotowe. Elektronikę ładujemy z panelu słonecznego i z powerbanków, które planuję codziennie doładowywać podczas postojów kawowych na stacjach benzynowych (zarówno powerbank, jak i telefon mają możliwość szybkiego ładowania). Kąpiemy się w naturalnie występujących wodach geotermalnych lub w wodzie lodowatej jeśli takowych akurat nie będzie. Kierujemy się na północ, licząc na to, że przynajmniej na północy i wschodzie będą nam pomagać wiatry wiejące często z jednego kierunku. Biorąc pod uwagę dwie strefy klimatu panującego na wyspie – subpolarnego i umiarkowanego chłodnego – codziennym utrudnieniem jazdy będą silny wiatr, chłód oraz obfite opady deszczu. Jesteśmy na to przygotowani. Mamy nawet (albo przede wszystkim) ochraniacze na buty. O tej porze roku wiele dróg na Islandii przecinają rzeki i strumienie, przez które trzeba będzie przeprawiać się z rowerami pieszo. Niebezpieczne mogą okazać się również zjawiska związane z czynnymi wulkanami – trzęsienia ziemi, popioły i spadające odłamki skalne. Dowiedziałem się, że o wiele gorsze od ulew są sztormy. Wiatr jest tak silny, że ludzie boją się wychodzić z domów. Nie idzie otworzyć ani zamknąć drzwi auta.

Oprócz samej jazdy i liczenia kilometrów, oczywiście podziwianie widoków. Będziemy sycić zmysły pełnymi garściami, ile się da! Trzeba spróbować lokalnej kuchni – dania z wieloryba, rekina, maskonura czy owcy. Może uda nam się spotkać renifery albo zrobić zdjęcie ślicznemu a zarazem śmiesznemu maskonurowi? Bardzo chciałbym też zobaczyć zielone domy z torfu! Tak, tak! Na Islandii wycięto kiedyś niemal wszystkie drzewa i trzeba było budować chaty z kamieni i torfu!

Chciałbym też pisać tradycyjnie dziennik podróży oraz umieszczać posty i zdjęcia na FB. Nie wiem czy będę w stanie robić to systematycznie po codziennym wysiłku. Czas pokaże…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *