O Autorze…

Marcin Alberski – podróżnik, poszukiwacz przygód, który nie szuka swego miejsca na Ziemi. Nie jeździ też, by znaleźć sens życia.

„Z trekkingu czerpię raczej radość życia delektując się i upajając pięknem natury i krajobrazów oraz ciesząc niezależnością, jaką daje mi rower, kajak i namiot. Rower i kajak traktuję jako narzędzia do osiągnięcia celów. Bardziej, niż ekstra rowery i markowe ciuchy na pokaz, interesuje mnie sprzęt turystyczny. Oceniam rzeczy przez ich funkcjonalność, a nie wygląd, czy logotypy producentów.”

Oto krótka historia odkrycia pasji i zamiłowania do podróży:

Na początku była aktywność: róbmy coś; później spalanie kalorii, dalej – liczba kilometrów :). Z czasem pojawiła się chęć poznawania, podziwiania, odkrywania, opisywania, fotografowania…

5 thoughts on “O Autorze…

  1. Dzień dobry Panie Marcinie.
    Szukajcie, a znajdziecie. Nie wiem jak tu trafiłem, mapy pochowane, GPS wyłączony, rowery stoją w garażu jedynie komputer włączony w poszukiwaniu informacji jak by tu przygotować się do jazdy z sakwami i całym ekwipunkiem. Przyznam szczerze, niby dużo jest na forach popisane ale to wszystko w większości jest chaotycznie, ba co niektóre informacje nie podparte żadnym doświadczeniem, dużo czasu trzeba poświęcić by usystematyzować to i scalić w jeden przejrzysty sposób. Tu znalazłem to czego szukałem, od kogoś kto w tym uczestniczył brał i bierze udział w wyprawach rowerowych, a środek transportu traktuje jako narzędzie i tu w pełni się zgadzam. Z wielką przyjemnością przeczytałem wiele Pańskich wypraw i to co dotyczy przygotowania się do nich by nie być zaskoczonym jakimś zdarzeniem. Z zazdrością czytam Panie Marcinie opisy, wspomnienia, przeżycia i będę kibicował, trzymał kciuki za powodzenie następnych wypraw. Jestem
    wielkim zwolennikiem takich wypraw, lecz dla mnie coraz bardziej to odległych, z racji wieku 69 wiosen zaliczone, więc pozostaje mi kraj z dziennymi przejazdami około 100km i pytania moich znajomych: no to ile dzisiaj było? nie wiedzą o tym, że jest to wielka przyjemność zwiedzenia miejsc czy nie zapomnianych widoków z pozycji rowerzysty, a nie z za szyby auta. Dziękuję za te wspaniałe opisy z wypraw jak i te techniczne, życząc udanych wypraw miłych wrażeń, z przyjemnością będę śledził następne poczynania.
    Pozdrawiam Adam

    1. „Pókajcie, a otworzą wam…” 🙂 Porusza Pan kilka ciekawych kwestii, do których z nieukrywaną radością się odniosę. Ciekawi mnie czy Pan jeździł i już nie jeździ, czy też chce Pan zacząć jeździć z sakwami. Bo pisze Pan o 100 km dziennie – to przecież wcale nie jest mało! Pewnie, jak się jedzie z wiatrem, to 150km przejechane w ciągu dnia nie będzie bardzo odczuwalne, ale z silnym wiatrem czasami 50km jest wyczynem. Nie chcę popadać w samozachwyt po pańskim komentarzu, ale prowadząc bloga w czynie społecznym bez żadnych sponsorów, wkładając duży wysiłek i poświęcając dużo czasu różnym detalom związanym z technikaliami internetowymi i co gorsza – dopłacając jeszcze do tego co roku, taki komentarz bardzo cieszy. Ludzie zazwyczaj wchodzą, czytają, korzystają i odchodzą, a ja nie mam żadnych informacji zwrotnych czy się podobało czy nie. Na blogu brakuje jeszcze podstawowych wskazówek o rowerze, sakwach, itp. W zasadzie rower, dobre siodło i dobre sakwy to podstawa podstawy takiego podróżowania. Dzisiaj wiele osób pisze blogi podróżnicze. Każdy chce być ekspertem po spędzeniu np. tygodnia w danym kraju, ale tak się nie da. Po tak krótkim czasie można przedstawiać jedynie bardzo subiektywny punkt widzenia. I w takiej konwencji staram się utrzymać tego bloga. Pan pisze o przygotowaniach. Tak. Ja jestem z tych, którzy lubią się przygotowywać i nie mieć problemów np. z rozpadającymi się, szmacianymi sakwami. Nie do końca o takie przygody w podróży mi chodzi :). Panie Adamie przekleństwo idealizmu w moim przypadku polega na tym, że ja co roku szukam idealnych rozwiązań do podróżowania rowerem. A jak znajduję, to oczywiście się dzielę tutaj, no bo czemu by nie? W tym roku np. borykam się z doborem, a w zasadzie już testami, panelu słonecznego, z którym będę jeździł właśnie po Polsce, aby być niezależnym od gniazdek w pensjonatach. Polska to wspaniały kraj dla sakwiarzy pod względem klimatu, natury, rzeźby terenu! Jak jest za gorąco można schronić się w cieniu drzewa. Jest zielono. Na północy morze, na południu góry, pełno lasów, gdzie można spędzić noc pod namiotem, nie pozostając na widoku. Jedyne co mnie martwi, to kleszcze, z którymi nie spotkałem się do tej pory w innych krajach. Panie Adamie, wiek ma znaczenie oczywiście, ale najważniejsze jest to, jak Pan się czuje oraz, jak śpiewają w jednej z szant: „ważna jest tylko ta pogoda, którą w sercu będę miał”! Pan pewnie słyszał o Aleksandrze Dobie… Niech tacy ludzie będą przykładem dla wszystkich podróżników – młodszych i starszych!

  2. Witam. Zacznę od siebie. Rowerem rocznie robię więcej kilometrów niż autem to moje takie drugie hobby. Mam trzy rowery w tym jeden szosowy, zrobiłem z niego grawela, pozostałe trekkingowe, może nie najnowsze ale wykonanie bardzo solidne z aluminium, serwisuję sam i wiem, że nie zawiodą mnie. Rocznie pokonuję w granicach 5 tyś km może to mało ale spacery w granicach 20 km też pokonuję. Szpan mnie nie interesuje ubieram się w to w czym będzie mi wygodnie. Pierwsze hobby można znaleźć pod adresem i przez to mam przyjaciół na całym świecie https://www.qrz.com/db/SP5LXT to tłumaczy mój nick „LXTravel”, trzecie to lubię patrzeć w niebo posiadam sprzęt do oglądania nieba i wiele literatury. Do jazdy z sakwami przystawiam się na poważnie po kraju, to mnie kręci. Za dwa dni 17 lub 18 czerwca autem ruszam nad morze, rower już tam jest i czeka, planuję powrót w połowie września i stamtąd będę robił wypady nie wykluczam przyjazdu do domu rowerem okolice Piaseczna koło W-wy, trasa zaplanowana około 600 km w jedną stronę na tydzień jazdy, by potem pojechać z powrotem rowerem po auto. Ktoś już mi powiedział wariat, zawsze odpowiadam tak ale to jest moja walka z peselem i na razie mam przewagę. W tej chwili poszukuję dobrych sakw ale nie na suwaki. Myślę nad rozwiązaniem by dospawać do boków bagażnika półek by sakwa mogła choć częściowo oprzeć się w swej dolnej części to musi być dopasowane do wysokości sakwy. Znalazłem na Allegro ogniwa fotowoltaiczne składane one mają sens, ten temat już przerabiałem. Trzy lata temu testowałem ogniwa całkowicie elastyczne, ktoś je wziął na wyprawę do Afryki i już nie wróciły w drodze powrotnej zostawił je komuś, mam tę satysfakcję, że zdały egzamin , po złożeniu mało miejsca potrzebowały wadą było to, że nie posiadały złącza USB. Z tym problemem sobie poradziłem dorobiłem przetwornicę i zamontowałem gniazdo USB. Innym rozwiązaniem może być prądnica w piaście przedniego koła tu trzeba by również trochę własnej inwencji i podczas jazdy mamy ładowanie. Na chwilę obecną posiadam wszystko prócz sakw z tym sobie chyba poradzę w niedługim czasie.
    Pozdrawiam Adam

    1. Wspaniałe hobby Panie Adamie! Też z wykształcenia jestem m.in. elektronikiem, aczkolwiek z elektroniki nie żyję :). Widzę, że mam do czynienia z fachowcem, nie tylko od jazdy rowerem :). Co do panelu – kupiłem w tym roku składany Dohiker 27W. Po wstępnych testach zdaje egzamin. Prąd ładowania w pełnym słońcu deklarowany 3A, w rzeczywistości jakieś 2,75A. USB QC 3.0 + dwa zwykłe gniazda USB. Dorobię do panelu stelaż usztywniający z prętów węglowych ze sklepu modelarskiego, aby miał większą wydajność. W tamtym roku w Kirgistanie jeździłem z panelem sztywnym, o wymiarach trochę większych niż kartka A4. Rzeczywiście trzeba było dodatkowo zamontować przetwornicę napięcia z wyjściem USB. Ręczne przełączanie napięcia przetwornicy jest wg mnie lepsze, niż kapryśna automatyka z gniazda USB QC (lubię mieć pełną kontrolę nad sprzętem). Z prądnicą w pieście bawiłem się na kilku pierwszych wyprawach. Wtedy telefony były jeszcze małe i nie potrzebowały dużego prądu ładowania, a i tak były problemy z ładowaniem z dynama (nawet przy dodatkowym układzie z akumulatorkiem żelowym). Ponadto niby bezoporowe dynamo i tak stwarza opór przy jeździe, nie wspominając o jego wadze chyba z 700 gramów. Po 4 latach się go pozbyłem. Mam zwykłą piastę z przodu. Przekonuję się do paneli słonecznych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *