Kirgistan niebezpieczeństwa

Kirgistan niebezpieczeństwa. Jadąc do innego kraju zawsze warto poczytać wcześniej nie tylko o obyczajach w nim panujących, lokalnych cenach, obowiązującym prawie, ale również o potencjalnych niebezpieczeństwach. Turyści „hotelowi” zazwyczaj będą czytali o zagrożeniach związanych z napadami, kradzieżami. My, „ludzie dzicy”, którzy nocujemy pod namiotem, „gdzie Bóg da”, musimy brać pod uwagę również florę i faunę oraz warunki atmosferyczne (np. porywiste wiatry, burze).

Spędziwszy ponad 3 tygodnie w Kirgistanie, w okresie letnim (nie zawsze nocując tylko pod namiotem) stwierdzam, że kraj jest bezpieczny, ale oczywiście zdarzają się niebezpieczne sytuacje. Mam następujące spostrzeżenia:

Kirgistan niebezpieczeństwa 1. Roślinność – czytałem wcześniej o barszczu sosnowskiego, zwłaszcza wokół jeziora Isyk-Kul – nie potwierdziłem – nie widziałem, nie poparzyłem się. Znalazłem natomiast coś, co barszcz przypominało, a jak się później okazało, było nieszkodliwym, chronionym ziołem – arcydzięgiel litwor. Roślina rosła na górze Uczyciel na wysokości ponad 3000 m n. p. m.

trekkingowo kirgistan arcydzięgiel litwor

Na terenach suchych (półpustynnych) występują natomiast różnego rodzaju rośliny kolczaste, na które trzeba uważać, zwłaszcza podróżując rowerem.

Kirgistan niebezpieczeństwa 2. Zwierzęta – tutaj naczytacie się pewnie o wilkach i niedźwiedziach. „Nocne wilki” opisywał na swoim blogu rowerzysta Karol Werner. Ciężko stwierdzić czy rzeczywiście były to wilki czy też fantazje lub podkoloryzowane sprawozdania autora. Ja nie spotkałem, ani nie słyszałem w nocy wycia tych drapieżników. Na pytania o wilki i niedźwiedzie, miejscowi oraz ludzie żyjący w górach odpowiadają: „Tutaj ich teraz nie ma. Podchodzą zimą, a wiosną, latem odchodzą daleko w góry” – zapewne uciekając przed turystami. Pytałem o to kilka razy, w różnych częściach kraju i za każdym razem otrzymywałem tę samą odpowiedź. Warto pytać mieszkańców – oni wiedzą najlepiej.

Węży i skorpionów też nie widziałem. A nie! Przepraszam – widziałem rozjechanego, niedużego węża.

kirgistan niebezpieczeństwa węże

Realnym zagrożeniem są natomiast psy i to niekoniecznie dzikie. Bardziej domowe i pasterskie.

trekkingowo psy

W Polsce generalnie nie zdarza się już, że podwórkowy burek wybiega przez otwartą bramę lub dziurę w płocie z gospodarstwa, goniąc za rowerzystą. Właściciele chyba boją się konsekwencji pogryzienia. Natomiast w Kirgistanie jest to na porządku dziennym, nawet, o zgrozo, w wydzielonym muzeum petroglifów w Czołponacie! Jakieś burki wybiegły zza płotu z sąsiedniego gospodarstwa, bez trudu dostając się na teren muzeum i ujadały na mnie. Słowo daję – tylu incydentów z psami nie miałem nigdy wcześniej – ani w Gruzji, ani Armenii, Rumunii, Mołdawii, czy Ukrainie. Szybko nauczyłem się mieć gaz pod ręką. W drodze do Osz, zjeżdżaliśmy z Markiem z wyschniętych, pożółkłych gór (niemal pustynia). W oddali było widać jakieś zabudowania. Myślałem, że to miasto, że zaspokoję pragnienie kupując w sklepie chłodną herbatę. To było miasto – widmo. Z pierwszego gospodarstwa wybiegł średniej wielkości, agresywny pies. Podbiegł do roweru i mimo że już praktycznie nie jechałem ugryzł tylną sakwę. Nie wiedziałem co się dzieje, straciłem równowagę i się wywaliłem. Pies pobiegł do zagrody, a stamtąd wyszedł z kolei, śmiejący się histerycznie, jak wariat, właściciel. Za chwilę nadjechał wolno Marek, pies wybiegł drugi raz i powtórzył numer, tym razem przegryzając sakwę Marka. O tym, że mamy dziury w sakwach zorientowaliśmy się kilkanaście metrów dalej. Wydobyłem z dna tylnej sakwy gaz na niedźwiedzie (innego nie miałem) i od tej pory, choć było to niewygodne, woziłem go zawsze w torbie na kierownicy. Jeszcze kilka razy miałem do czynienia z psami. Raz, jadąc, zanim wygrzebałem gaz z przedniej torby, zdążyłem zgubić słuchawki, w które gaz się zaplątał. Gdy się z tym męczyłem, uciekając przed psem, widziałem jednocześnie pod nogami zęby tego burka który goniąc mnie i ujadając, próbował ugryźć w nogę. Psiknąłem – reakcja była natychmiastowa, ale trochę dziwna. Pies odskoczył, bez żadnego jęknięcia, po czym pobiegł, merdając ogonem, bawić się z innymi psami. Bardzo podejrzana sytuacja, poddająca w wątpliwość skuteczność tego specyfiku. Z psami to jest tak, że nie każdy chce ugryźć. Ale bo to wiadomo, który jest „dobry”, a który „zły”?

Kirgistan niebezpieczeństwa 3. Jakiś czas później rozmawialiśmy w wiosce nieopodal z miejscowymi ludźmi. Jeden mówił bardzo dobrze po angielsku. Zadbany chłopak, który odwiedzał rodzinne strony. Ostrzegał, żeby uważać na ludzi w Kirgistanie, zwłaszcza wieczorami w miasteczkach. Na ogół są to dobrzy ludzie, ale zawsze zdarzają się wyjątki od reguły, zwłaszcza „gdy sobie popiją”. I gdy to mówił był bardzo przekonywujący.

Kirgistan niebezpieczeństwa 4. Najniebezpieczniejsza sytuacja z jaką spotkałem się w tym górskim kraju i której do końca życia nie zapomnę (miałem chyba wówczas do czynienia z widzeniem tunelowym, jakby ktoś we mnie celował z pistoletu), to było spotkanie z bykiem.

Wschodnia część Kirgistanu cała usiana jest pastwiskami (wokół jezior Song-Kul i Isyk-Kul). Na pastwiskach tych dominują stada krów i byków. Kto wie czy nie bardziej tych drugich. Naprawdę, gdzie bym nie chciał rozbić namiotu – wszędzie było pełno krowich placków. To, że wieczorem krów nie było, nie oznaczało, że nie przywitają mnie rano.

Nocowałem sam nad pięknym górskim jeziorem Song-Kul (ogromny płaskowyż ponad 3 tyś m n.p.m.). Rano, o godz. 6:00 obudził mnie potworny ryk krowy, jakby ją ktoś prowadził na rzeź. Wyglądam z namiotu – w odległości mniej więcej 20 metrów przechodzi stado krów, z których jedna strasznie ryczy. Okazało się, że to nie była krowa tylko byk i to spory, ze sporym „porożem”. Krowy się zatrzymały i jadły trawę. Byk stał bokiem, ryczał, a kiedy mnie zobaczył, zaczął kopytem wzbijać tumany kurzu (jak na hiszpańskiej korridzie). Boże, jak się wystraszyłem. Gdyby to cielsko na mnie ruszyło to jedyny odstraszacz, który miałem – gaz – mógłbym sobie podarować. Zacząłem szybko analizować sytuację – przede mną górka, za mną, kilka kroków w tył, woda – jezioro. Jeśli byk na mnie ruszy, bez trudu zdążę wskoczyć do wody. Ale co dalej? Przecież nie byłem spakowany! Co z rowerem i ekwipunkiem? To było ich pastwisko (tych krów). Zacząłem się pakować nie wykonując przy tym gwałtownych ruchów. Mówiłem też do tego byka „coś” najspokojniej jak tylko potrafiłem w tej sytuacji. Byk wszedł na wzgórze rycząc, czyli się oddalił. Gdy zrobiłem dwa kroki w stronę krów, żeby bliżej podprowadzić rower, znowu zszedł. Sakwy miały oczywiście kolor wściekle czerwony.

Zdołałem się spakować i odejść w bok. Co za koszmar! Najlepsze jest to, że od teraz miałem dodatkowy dylemat przed każdym noclegiem – gdzie nocować, żeby nie trafić rano na byki. Sytuacja jeszcze raz się powtórzyła – w górskiej dolinie. W życiu nie spodziewałbym się tam byka. Na szczęście byk był młody i sam. Popatrzył i zrezygnował z pastwiska – poszedł gdzie indziej. W Kirgistanie, te stada krów chodzą sobie same. Zazwyczaj nikt ich nie pilnuje.

Kirgistan niebezpieczeństwa 5. Burze – od jakiegoś czasu, na każdej wyprawie musi mi się przytrafić nocna burza w górach. Nie inaczej było tym razem. Nie życzę tego nikomu. Przez 3-4 godziny nad namiotem i obok walą pioruny. Wydaje się, że już przechodzi, ale nie – albo trwa nadal albo przychodzą nowe grzmoty. A śpię zazwyczaj na macie aluminiowej i rower stoi obok namiotu. Jak wam się przytrafi coś takiego – nie ma dobrego sposobu, żeby uniknąć porażenia. Można każdej nocy odsuwać rower gdzieś dalej od namiotu, ale w sumie – co to da. Burze najczęściej przychodzą niepodziewanie. Można się jedynie modlić lub liczyć na szczęście.

burze trekkingowo

Kirgistan niebezpieczeństwa 6. Kierowcy. Strzeżcie się kirgiskich kierowców, zwłaszcza gdy droga jest wąska. Z tym, co widziałem i doświadczyłem, nie spotkałem się jak do tej pory nigdzie – nawet w Gruzji i Armenii. Auta prowadzi bardzo dużo kierowców młodych, którzy nigdy nie zdawali egzaminu na prawo jazdy. Albo jeżdżą bez prawka albo je kupili. Podejmują wiele ryzykownych zachowań, nie zważając nie tylko na życie swoje, ale przede wszystkim innych. To co tam się wyrabia na drogach to jest horror! W każdym razie było mi bardzo nieprzyjemnie jeździć rowerem zwłaszcza po miastach oraz drodze dookoła jeziora Isyk-Kul.

Kirgistan niebezpieczeństwa 7. Jeszcze jedna przykra sytuacja spotkała mnie w Kirgistanie – zatrucie lub po prostu choroba faraona. Dlaczego piszę choroba faraona? Bo coś takiego zdarza mi się na każdej wyprawie po obcym kraju. Mniej więcej po tygodniu (nie od razu) występują objawy jak przy zatruciu – bóle brzucha, mdłości, biegunka. Przechodzi najczęściej na następny dzień. Wydaje mi się, że to jest jakiś rodzaj jednorazowej adaptacji organizmu do nowej flory bakteryjnej lokalnych wód. Tak było i tym razem, ale trochę dłużej niż zwykle – trzymało mnie około dwie doby. Wcześniej piłem wodę ze źródła, filtrowaną przez filtr Sawyer (opisywałem ten model na łamach bloga). Tylko, że Marek też pił z tego strumienia i nic mu nie było. Może ja piłem zbyt łapczywie? W każdym razie nie byłem w stanie jechać. Przenocowałem w długo poszukiwanym quest housie, Marek pojechał dalej. Na drugi dzień trzymało mnie jeszcze do południa, choć rano było już zdecydowanie lepiej.

Kirgistan niebezpieczeństwa 8. Teraz sobie przypomniałem, że rowerzysta Hajer (Mieczysław Bieniek) w swojej książce o Kirgistanie pisał o bazarze „Osz” w Biszkeku. Pisał o „fałszywych” policjantach próbujących wyłudzić pieniądze pod pretekstem popełnienia jakiegoś wykroczenia. Spędziłem na bazarze ponad 6 godzin kompletnie o tym zapominając.

Kirgistan bazar Osz trekkingowo

Nie okradziono mnie, nikt nie próbował wyłudzić pieniędzy. Byłem tak zafascynowany rozmiarem tego targowiska i różnorodnością oferowanych produktów, że całkowicie zapomniałem o „przestrogach”. Uśmiechnięci sprzedawcy chętnie odpowiadali na pytania, a także godzili się na fotografowanie swoich warzyw i owoców często eksponowanych w sposób iście twórczy i bajkowy.

Kirgistan bazar Osz warzywa trekkingowo

Kirgistan niebezpieczeństwa 9. W góry zabierajcie wygodne, a zarazem porządne buty o grubej, antypoślizgowej podeszwie. Adidaski mogą nie być wystarczająco bezpieczne, o czym boleśnie się przekonałem wchodząc na szczyt Uczyciel. Sugerowałbym nawet jakieś drobne raki doczepiane do butów.

Uczyciel wspinaczka buty

Kirgistan niebezpieczeństwa 10. Na koniec jeszcze jedno ostrzeżenie. Uważajcie na słońce. Nigdy wcześniej nie miałem pęcherzy na skórze dłoni, powstałych od słońca. W pierwszej chwili nie wiedziałem nawet co to jest. Bąble wyskoczyły mi tylko na dłoniach, bo jedynie dłonie miałem nie osłonięte. Używajcie więc kremów lub zakrywajcie ciało czymś delikatnym i przewiewnym.

trekkingowo Kirgistan  ochrona upały

Podsumowując – w Kirgistanie, jak wszędzie, różnie może być, jednak na ogół jest to bezpieczny kraj, a ludzie którzy w nim żyją, to ludzie w zdecydowanej większości dobrzy, serdeczni i gościnni. W razie kłopotów – na pewno pomogą lub doradzą. Dobrze jest też znać język rosyjski w stopniu przynajmniej podstawowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *